środa, 27 maja 2009

Moje kolano lewe cz. 2

Budząc się każdego dnia z pierwsza myślą o kolanie i nie mogąc zaakceptować stanu rzeczy, nie przestawałem walczyć i szukać rozwiązań. Zapisałem się na wizytę u (ponoć) „najlepszego” ortopedy na Opolszczyźnie. Ze słowem „najlepszy” wiadomo jak jest, ktoś komuś pomoże w jednej sytuacji i staje się „najlepszym” – ale ortopeda ten faktycznie zgarniał sporo pochwał, kilka artykułów w gazecie. Otworzył również własny specjalistyczny Ośrodek Chirurgii Artrostkopowej i Ortopedycznej. Czemu wcześniej go nie odwiedziłem ? Ponieważ na wizytę u niego czeka się średnio 2-3 miesiące. A po wypadku nie chciałem czekać tak długo. W końcu jednak zapisałem się. Co też utwierdziło mnie w przekonaniu, że skoro tyle się czeka to może faktycznie jest taki dobry…
Pierwsza wizyta odbyła się jeszcze przed końcem roku 2008. Na wstępie opowiedziałem dokładnie co się stało oraz pokazałem wcześniej wykonany rezonans. Lekarz odpowiedział na całą sytuację by póki co nie przejmować się tym co wykazał rezonans. Zlecił krioterapie (zabieg rehabilitacyjny) oraz 2 cykle 6 tygodniowe glukozaminy. Glukozaminę znałem wcześniej i wiedziałem, jaka jest jej rola i to ze nie jest lekiem a jedynie suplementem (o glukozaminie napisze osobny wpis), tak więc żadnych cudów po niej nie oczekiwałem, Krioterapie natomiast znam ze sportu, stosowana jako szybki środek znieczulający w momentach kontuzji gdy zawodnik musi grać dalej (najczęściej w piłce nożnej) a ból jest potężny, wtedy „zamraża” mu się dana cześć ciała po czym zawodnik od razu wraca do gry i zanim temperatura i krążenie wróci do normy najczęściej wtedy najbardziej uciążliwa faza bólu już mija – chyba, że kontuzja jest bardzo poważna, wtedy zawodnik schodzi definitywnie z pola.
Tak wiec generalnie cudów się nie spodziewałem tym bardziej że coraz większe przekonanie miałem iż w moim kolanie nastąpiło uszkodzenie mechaniczne. Ale profilaktycznie oczywiście każdy lekarz zawsze od takich zaleceń zaczyna z tendencja iż z czasem samo przejdzie. Co jest poniekąd zrozumiale gdyż wiele ludzi prowadząc bierny tryb życia często tylko nadwyręża sobie dane części ciała, lecąc od razu do lekarza – wtedy takie zalecenia jak glukozamina, ćwiczenia rehabilitacyjne (+zabiegi) wystarczają – a w zasadzie to czas robi swoje czyli odpoczynek i regeneracja organizmu.
Tak wiec cierpliwie poddałem się „planowi” lekarza. Następna wizyta miała miejsce za około 1,5 miesiąca.
W miedzy czasie skontaktowalem sie z rodziną z Niemiec, która to dobrze zna tutejszego ortopede u którego sie leczyli i jest możliwość konsulatacji. Oczywiście liczyła się dla mnie każda opinia, tak więc przetłumaczyłem cały rezonans oraz opis wypadku i przebiegu na język niemiecki i łącznie ze zdjęciami rezonansu (Cd) posłałem do Niemiec. Na odpowiedź trochę czekałem gdyż lekarz ów akurat gdzieś na zlecenie ONZ leczył akurat w innym kraju…
W miedzy czasie nadszedł czas kolejnej wizyty u polskiego ortopedy. Była to końcówka lutego 2009r. Mnie przez ten czas ani się nie pogorszyło ale tez nie polepszyło, lekarzowi powiedziałem ze nie ma żadnych zmian ani po glukozaminie ani krioterapii. Powiedział wiec jednoznacznie iż pozostaje artroskopia oczywiście jeśli sam się na nią zgodzę. Spytałem na czym zabieg miał by polegać, odpowiedział, iż na przepłukaniu oraz ewentualnym wygładzeniu powierzchni chrząstki. Spytałem jakie szanse są na to iż po artroskopii się polepszy a jeśli to odpukać nie pogorszy? Odpowiedział ze do idealnej sprawności jak przed upadkiem się raczej nie wróci ale powinno się polepszyć. O sytuacji ze MOŻE BYĆ gorzej nie było nawet mowy. Powiem szczerze lekarz ten ze stoickim spokojem i dużym przekonaniem zaczął powodować, iż zaczynam w to wszystko wierzyć, a raczej nadzieja i chęć powrotu do zdrowia zaczęła u mnie rosnąć, że tez kilka dni później wróciłem do niego z odpowiedzią, iż decyduje się na zabieg. Miałem kilka obaw ale lekarz od razu je negował twierdząc, iż lepiej nie czytać tego co pisze się na forach internetowych gdyż wypowiadają się tam sami laicy (dziś już wiem ze Ci laicy to my pacjenci którzy nie bardziej niż nikt inny nie opisze co dokładnie ich boli i to co dzieje się po zaleceniach lekarzy – i nie chce powiedzieć ze dzieje się zawsze źle gdyż ludzie zdrowieją i to często za sprawą lekarzy o czym na własnej skórze w przeszłości nie raz sie przekonałem żadnych nie mam. Jednak co do artroskopii w internecie na wszelkich forach, można było przeczytać naprawdę mieszane wypowiedzi niestety w większości z negatywnymi uczuciami po operacjach (mówie o przypadkach chondromalacji).
Artroskopie wyznaczył na 15 kwietnia 2009r. W żółtej rumowskiej kartce wpisał - artroskopia lewy staw kolanowy „uwolnienie boczne”. Nie bardzo wiedziałem jak się ma uwolnienie boczne do przepłukania oraz wygładzenia powierzchni chrząstki ale w końcu jestem tylko laikiem, a emocje były coraz większe i żyłem już praktycznie operacją a raczej tym, że po niej mi się polepszy.
Czekając na operacje natrafiłem w między czasie na dość obszerną pracę na temat „Roli uwolnienia bocznego w patologii stawu rzepkowo—udowego” napisana przez członków Polskiego Towarzystwa Chirurgii Artroskopowej.
Gdy dziś czytam ponownie tekst tej pracy, zadaje sobie pytanie – na coś tyś się Rafał zdecydował (???)
Zacytuje tylko końcówkę pracy:

„Uwolnienie boczne daje bardzo dobre efekty leczenia, ale tylko przy precyzyjnej kwalifikacji pacjentów…”;
„Uwolnienia bocznego nie należy wykonywać u osób z prawidłowym lub już rozluźnionym troczkiem bocznym.”;
„Uwolnienia bocznego nie należy stosować standardowo w każdym przypadku bólu przedniego przedziału stawu kolanowego”.


Generalnie więc wniosek jest taki, iż uwolnienie daje dość dobre wyniki ale tylko i wyłącznie przy idealnej wcześniejszej diagnozie, i nie chodzi tu o prostą diagnozę iż mamy chondromalacje i to już wystarczy by zastosować „uwolnienie”, ale o fakt, że uwolnienie w konkretnym wypadku przyniesie dobry wynik (np. ktoś od urodzenia ma dość ciasno w kolanie, co owocuje za mocnym przyparciem rzepki do kości udowej, lub w przypadku wysokiego stopnia chondromalacji, kiedy pacjent ma już trudności nawet z chodzeniem) – pisze to dość po „chłopsku” by było jasne (a raczej językiem laika).

Nadzieja i chęć życia była nadal tak silna, iż uznałem ze „mój” lekarz wie co robi i poprawnie zdiagnozował mój przypadek (dziś jestem przekonany, iż decyzja o uwolnieniu była zbyt szybka, co za tym idzie diagnoza została postawiona zbyt szybko, posunę się dalej i powiem to iż w moim przekonaniu i ODZCZUCIACH fizycznych była ona ZŁA. Lub moze zabrakło po prostu uświadomienia laika o wszelkich negatywnych mozliwosciach po operacji, czyli jaka jest druga strona medalu przecięcia troczków - tylko czy po takim uświadomieniu "klient" nadal zdecydował by się na operację (?)
Przed operacją po prostu nie myślałem o tym, że może się nie poprawić czytając, iż PRZY 100% DIAGNOZIE uwolnienie pomoże i po zapewnieniach lekarza, iz o pogorszeniu NIE MA MOWY. Do artroskopii doszło tak jak było umówione 15 kwietnia.