środa, 27 maja 2009

Moje kolano lewe cz. 1 - Jak doszło do uszkodzenia

Dokładnie 2 lipca 2008 roku, późnym wieczorem, idąc przed siebie mocnym krokiem, trafiam ciemną nocą na niedużą przeszkodę, mianowicie metalowy pojemnik w miejscu którego nigdy tam nie było (w głowie zakodowane macie, iż ta przestrzeń jest zawsze wolna wiec idziecie śmiało). Przenosząc dokładnie lewą nogę przed siebie chcąc zrobić następny krok - uderzam kolanem centralnie rzepką w twardą ścianę – metalowy pojemnik, co gorsza trafiam na punkt zgięcia (kant) pojemnika (czyli linia łączenia poziomej ściany z pionowa pojemnika) na szczęście kanty były lekko zaokrąglone, wiec przecięcie skory było marginalne jak lekkie zadrapanie ale za to uderzenie bardzo mocne.
Pozornie takie uderzenie może wydawać się nie silne gdyż idziemy zwykle krokiem z prędkością 3-4km/h ale spróbujcie sobie delikatnie popukać młotkiem w rzepkę to poczujecie jak te miejsce jest wrażliwe. A teraz pomyślcie jeśli mięlibyście dostać takim młotkiem energicznie się zamachując. Dlatego też w momencie uderzenia prawie położyłem się na ziemi i zacząłem się zwijać się z bólu. Kiedy po kilku minutach najmocniejsza faza bólu minęła mogłem kulając iść dalej. W domu od razu zrobiłem okłady z lodu. Ból ustal na tyle że można było zasnąć, lecz cały czas pod rzepka czuć było, że jest tam jakaś rana. Kolano o dziwo nie spuchło. Pamiętam jak w 2000 roku spadłem ze schodów uderzajać między innymi w kolano o podlogę - kolano spuchło wtedy potężnie. Zakonczyło sie to pózniej punkcją (ściąganiem szczykawką nadmiaru nagromadzonego plynu w kolanie). Ale pamietam, że kolano wrocilo wtedy praktycznie do pelnej sprawnosci. Tu natomiast przy uderzeniu w 2008 roku niestety bylo inaczej.
Ponad 20 lat na rowerze bez wypadku, wolał bym już zaliczyć upadek na dwóch kółkach niż taki perfidny pech podczas zwykłego chodzenia (ok - troche sie wtedy spieszylem, ale mimo wszystko był to zwykly chód.
Następnego dnia chciałem pojechać do ortopedy u którego byłem wcześniej z problemem kolana prawego, niestety był on na urlopie toteż nie czekając dłużej pojechałem do szpitala do ortopedy. Po rejestracji w szpitalu i poczekawszy w kolejce 3h (tak 3 godziny – ale jesteśmy w Polsce wiec czego oczekujemy) w końcu wszedłem do ortopedy powiedziawszy co się stało ten od razu skierował mnie na prześwietlenie (RTG). Idąc na drugi koniec szpitala poczekałem sobie następne 1,5 godz. w kolejce, wróciwszy ze zdjęciem poczekałem „już” tylko symboliczna 1 godzinę. Lekarz nie zerkając nawet katem oka na moje kolano, nie wspominając o jego dotknięciu i zbadaniu (!) popatrzał tylko na zdjęcie RTG i stwierdził ze nie widzi tu żadnego złamania czy pęknięcia rzepki, zapytał czy wkładamy do szyny czy mogę odciążyć kolano? Powiedziałem, że mogę odciążyć kolano na jakiś czas.
Spędziwszy pół dnia w szpitalu wróciłem do domu. Kolano w domu owinąłem opaska uciskową lecz szybko dało się odczuć, iż bardziej ona przeszkadza niż pomaga, gdyż dociskała rzepkę do chrząstki udowej co wywoływało lekki ból i dyskomfort. Z opaski wiec zrezygnowałem. Generalnie chodzić się dało ale trudniej było w momentach obciążających kolano czyli klękniecie, chodzenie po schodach czy nawet naciśniecie sprzęgła w samochodzie.
Po jakiś 2-3 tygodniach pojechałem do ortopedy który wrócił już z urlopu (był to już kolejny z poznanych z przeszłości ortopedów ale jedyny który rozmawiał jak człowiek z człowiekiem a nie człowiek z lekarzem przez duże „L”, bez aroganckiego zachowania, słuchał i rozmawiał.
Zbadał kolano wyginając je na wszystkie sposoby, zrobił USG na którym nie było nic widać, na zdjęciu RTG również stwierdził, że wszystko w porządku. Zdecydowaliśmy się na rezonans magnetyczny. Wykonałem go za około 3-4 tygodnie (kolejka). Wynik rezonansu poniżej.




Kiedy przeczytałem słowo „chondromalacja” wiedziałem, że nie rokuje to niczego dobrego. Z wynikiem wróciłem do ortopedy, ten przeczytawszy go, stwierdził iż generalnie obrażenia nie są aż tak bardzo poważne, sklasyfikował chondromalacje w stopniu pierwszym. I stwierdził, iż te kolano nie kwalifikuje się do zabiegu artroskopowego, gdyż przy tej chondromalacji nie wiele da się poprawić a więcej zaszkodzić, a znajdująca się 8mm torbiel jest na tyle mała, że samo znalezienie może wyrobić więcej szkód jak również nie wiele można będzie w nią zrobić. Finalnie więc zabieg może wyrządzić więcej szkód niż pożytku.
Trochę się zdołowałem gdyż było to już około 2 miesiące po upadku a uczucie które opisuje poniżej - mnie nie opuszczało.
Otóż przy zerowym wysiłku, ograniczając się tylko do chodzenia po domu nie było czuć żadnego bólu, było tylko wrażenie delikatnej rany pod rzepka czyli bardzo minimalne mrowienie czy tez parzenie, nie stwarzało to wielkiego dyskomfortu.
Przy większym wysiłku a raczej sprawach codziennych jak dłuższe chodzenie po mieście, czy delikatnej wolnej jeździe rowerem zaczynało być odczuwalne większe pieczenie oraz mrowienie, zaczynało pojawiać się również minimalne kłucie pod rzepką, a na koniec dnia jak by kolano było wewnątrz lekko nabrzmiałe tzn. tak jak by się podrażniło ranę.
Z kolei przy mocnym wysiłku, czyli długa i szybka jazda rowerem, lub wykonywanie przysiadów, lub podnoszenie czegoś ciężkiego gdzie obciążenie na stawy kolanowe było znacznie większe (docisk rzepki jest większy) – pojawiało się znaczne wyraźne mocne kłucie, mocne pieczenie, które w pewnym momencie nie pozwalało na dalsze działanie. Po takim wysiłku przez kolejne 1-2 dni czuć było zawsze duże pieczenie i mrowienie, do którego aż chciało się przykładać lód, kolano było jak by od wewnątrz nabrzmiałe (uczucie) ale z zewnątrz nigdy żadnych oznak puchnięcia.

Niemożliwe stała się więc szybka jazda na rowerze, niemożliwe stało się kolarstwo.
Jak również niemożliwe stało się prostowanie nóg na maszynie (mięśnie czworogłowe uda) z obciążeniem większym niż 6-7 kg. A było to jedno z moich ulubionych ćwiczeń. Przed uszkodzeniem bez problemów na kolana przyjmowałem obciążenie z rzędu 20-30 kg. Spójrzcie jak gwałtownie obniżyła się kondycja kolan.
Co jeszcze charakterystycznego zaistniało po wypadku – przy próbie zgięcia kolana czyli przy próbie dotknięcia stopą pośladka lub po prostu przy próbie zwykłego klęknięcia pojawiał się olbrzymi ból w całym kolanie, już nie kłucie czy pieczenie a charakterystyczny ból co praktycznie uniemożliwiało klęknięcie nie wspominając już o próbie dotknięcia stopą pośladka.

Te powyższe uczucie utrzymywało się przez 10 miesięcy aż do momentu operacji artroskopii…